Wszystko zaczęło się od mojej wczesnej młodości. Rodzice czteroletniej Siwki pomyśleli, że fajnie byłoby nauczyć mnie jeździć rowerem. Ja i mój mega super hiper słodki różowy rower z małymi kółkami po bokach to miłość od pierwszego wejrzenia. Oczywiście, jak w prawdziwej miłości, nie obyło się bez wzlotów i upadków. Czasami wraz z mym partnerem kłóciliśmy się i on specjalnie się przewracał powodując uszkodzenie mojego ciała. Czy to się zgłasza na policję?
Tak mogło to wyglądać.
Oczywiście nie mogło tak być, więc moi kochanie rodzice zabrali się do roboty i przykręcili specjalną rączkę, którą kierował dorosły. Osobiście nienawidziłam tego urządzenia (pewnie wtedy odczułam pierwsze ataki chęci władzy), nie lubiłam jak nagle mój dziadek skręcał w lewo czy prawo. Zawału można było dostać.
Później nadszedł czas zdjęcia tej rączki i małych kółek. TO DOPIERO BYŁA WOLNOŚĆ. Oczywiście nie obyło się bez przemocy fizycznej ze strony rowera, ale czego się nie zrobi dla miłości?
Podczas okresu pomiędzy pierwszym rowerem a komunią św. dostałam pewnie parę dwukołowców, ale znając życie rozwalałam je jedno za drugim.
NO I NADSZEDŁ CZAS KOMUNII. W moich czasach (XD) dostawało się wymarzony rower. I tak, dostałam go od mojego chrzestego, którego serdecznie pozdrawiam. Oczywiście jaki kolor? NIEBIESKI. Niebieski kolor prześladuje mnie od urodzenia. Z opowieści rodziców zawsze dostawałam niebieskie rzeczy: ciuszki, wózek, wannę, praktycznie wszystko. Wychodzi na to, że miałam być chłopcem.
Był na mnie trochę za duży, ale strasznie się cieszyłam.
I nadal się cieszę, bo jeżdżę nim od tego czasu. Mimo, że rama jest dla mnie za niska, koła trochę małe, to ujdzie. Nigdy się nie zepsuł, a jedyne, co wymaga renowacji to dzwonek, który dzwoni bez naciśnięcia na spust (?).
Rower jest firmy Giant i naprawdę widać, że jest solidny. Wydaje mi się, że nie jest stworzony na takie typowe drogi, ale mogę się mylić. Specjalistą od rowerów nie jestem, więc no.
Dokładnie taki stoi w moim garażu.
Ostatnio zaczęłam jeździć na trochę dłuższe dystanse, coś około dwudziestu kilometrów i jestem z tego zadowolona. Najgorszą częścią trasy jest powrót do mojego domu, bo droga prowadzi albo przez długi i strony wjazd na górę, albo bruk.
Dwa lata temu, latem, miałam straaaaaszny wypadek na rowerze. Otóż zrobiłam za ostry zakręt i spadłam na takie małe, czarne kamyki. Uwierzcie mi, do tego czasu mam dosyć dużą bliznę na kolanie. Goiło mi się to ponad trzy tygodnie, więc rana była głęboka.
Latem bardzo często korzystam z tego środka transportu i w sumie jak dla mnie rower to najprzyjemniejszy sposób na spędzenie aktywnie czasu.
Siwka x






